wtorek, 10 kwietnia 2012
Rząd nasz rekami Ministra Sprawiedliwości zabiera się za zmiany na rynku pracy. Zmiany mają być gruntowne. Podobno mamy za dużo zawodów regulowanych, co hamuje gospodarkę. Spotkałem się wprawdzie z opinią, że wynika to z indeksacji zawodów w Polsce. W Wielkiej Brytanii na przykład robi się to bardziej ogólnie, u nas wgryza w detale. No, ale nie wiem, ja się na tym nie znam. Mam rząd. Który wybierałem i mam, jeszcze, do niego zaufanie. Dziwi mnie jednak trochę, że najwięcej się mówi o jakiś niszowych zawodach, które chyba jednak nie stanowią siły napędowej gospodarki. Dowiedzieliśmy się, jakim złem według ministra są przewodnicy miejscy. Choć chwila zastanowienia, krytyczna analiza jego wypowiedzi zadziwia. Impulsem do zmian dotyczących tego zawodu był mandat. Mandat nałożony przez straż miejską, na zaprzyjaźnionego profesora Pana Ministra. To był impuls do działania. Troszkę czytam to z zażenowaniem. Oto wcześniej było wszystko w porządku, dopiero teraz rządowi nagle otworzyły się oczy. Trochę trąci to kumoterstwem. Spotkałem się zresztą z opinią, że mandat został wystawiony niezgodnie z prawem. Okazuje się, że oprowadzać niekomercyjnie można. Nie sądzę by profesor oprowadzał swoich gości za pieniądze. Jeśli jednak robił to odpłatnie, to podobno obowiązuje jakieś prawo, wobec którego wszyscy jesteśmy równi. To może ludzi nieprzychylnych rządowi prowadzić do niebezpiecznego wniosku, czemu się wprowadza tutaj tę deregulację. Wolałbym tutaj rzeczową argumentację popartą realnymi liczbami i faktami. Życzę ministrowi sukcesów, życzę, by nie stał się Maciarewiczem deregulacji. Deregulacja jest potrzebna, ale trzeba ją zrobić z głową, tak by dała efekt. Nie deregulacja dla deregulacji, jak lustracja dla lustracji.
piątek, 06 stycznia 2012
niedziela, 10 kwietnia 2011
"10 kwietnia Polacy w całym kraju oddali hołd parze prezydenckiej i 94 innym ofiarom katastrofy smoleńskiej" jeśli to co wyprawiał dziś PiS z Kaczyńskim na czele to było oddawanie hołdu, to chyba ktoś ma niepoukładane pod sufitem. To były żałosny spektakl człowieka który dla własnych ambicji destabilizuje państwo, człowieka, który poddaje w wątpliwość demokratycznie wybrane organa państwa, tym samym poddaje w wątpliwość istnienie tego panśtwa, które się nazywa Polska. W swojej opętańczym pragnieniu władzy, pogardzie dla innych racji i przekonaniu o własnej wyższości jest gotów doprowadzić nas na skraj przepaści. Nekrofilią polityczną jest w dniu "żałoby", na prochach swojego brata wzywać do nienawiści i dzielić Polaków. Gdzie tu pokora, gdzie zaduma, gdzie szacunek dla 92 innych poległych w katastrofie. Sala kongresowa, jesli to tam odbywał się ten wiec założycielski, przypomniała sobie czasy zjazdów PZPR i gromkich okrzyków i aplauzu Wiesław, Wiesław, a echem odbijało się dziś Stalin. W moim pojęciu to właśnie Józef S. a nie Józef P. jest cichym ich idolem. Na tym wszystkim korzysta Moskwa, każda mniejsza lub większa prowokacja z ich strony, poparta szczekaniem PiS stawia rząd w ciężkiej sytuacji. Czemu PiS choć raz, nie stanie murem za Tuskiem w stosunkach z Rosją, tylko rzuca kłody ku uciesze Moskwy. Nie zapominajmy, że Rosjanie też ludzie, których odczucia trzeba szanować. Ciekawe jak by się czuli nasi patrioci, gdyby nam ktoś gdzieś powiesił taką tablicę, np. Niemcy na Majdanku lub Auschwitz, ku pamięci żołnierzy Wermachtu którzy zginęli w obozie po zakończeniu wojny? Przecież to też zrobili stalinowcy. Oddałem dziś hołd jak inni wszystkim 94 osobom idąc na długi spacer pomodlić się przy samotnej kapliczce z daleka od tej odrażającej wrzawy. Zróbmy psikusa tym faszyzującym patriotom spod znaku targowicującego PiS pokażmy im figę. Niech się zorientują, że ich czas minął. Patriotyzmem zaś jest spokój, skupienie i praca, machaniem zardzewiałą szabelką nie da się nic zdziałać.
środa, 08 grudnia 2010
To juz trzydzieści lat.
Dowiedziałem sie o tym rano o 6 z BBC po polsku.
Była zima, był śnieg. Prawdziwy śnieg, nie taki rachityczny i odwilżowy jak dziś, lekki puszysty zmrożony, lekki. Kiedy szedłem do tramwaju miedzy blokami powiał wiatr. Nad głową zakręciła się, powykręcana dziwacznie chmura sniegu.
W głowie zagrało http://www.youtube.com/watch?v=a7ThzeFA8lg
I to chyba tyle, bo nie chce mi się więcej pisać.
sobota, 04 grudnia 2010
wtorek, 31 sierpnia 2010
Niemcy z okazji obalenia muru i zjednoczenia Niemiec, zorganizowali wielką fetę, wielkie radosne show transmitowane na cały świat. Ten wspaniały materiał reklamowy owocuje wzrostem liczby turystów którzy chcą poznać ten kraj, poznać podzieloną stolicę, zobaczyć jak ten kraj teraz wygląda. My, świadomie piszę my, Polacy zafundowaliśmy sobie żałosny spektakl, pyskówkę, która chwały nam nie przyniesie, a raczej nas ośmieszyła. Nie sądzę by ta pyskówka zaowocowała wzrostem zainteresowania naszym krajem. Paweł Jasienica w "Polsce Piastów" tłumaczył Konrada Mazowieckiego z jego błędu. Udowadnia, że w dyplomatycznym starciu z Mistrzem Zakonu Hermanem von Slaza. Konrad, lokalne książę o wąskich, lokalnych horyzontach politycznych nie miał szans z Hermanem, człowiekiem światowym, o szerokich horyzontach, doskonale orientującym się co w ówczesym świecie się dzieje. Wydaje mi się, że niewiele od tych czasów się zmieniło. Zamiast zajmować się sprawami ważnymi, kłócimy się o sprawy tak naprawdę mało istotne, ze szkodą dla Polski i nas samych. Miłość ojczyzny, honor, wolność rzeczy ważne, ale nie zpominajmy, że targowiczanin Branicki Ksawery, też miał miłość ojczyzny, wolność, cały czas na ustach. Pani Henryka Krzywonos, która zasługuje teraz na niejeden plac, czy ulicę wykazała się odwagą jakiej wielu może jej pozazdrościć. Jedyna uratowała honor pierwszej Solidarności. Chwała jej za to, chwała, za to, że jako pierwsza i jedyna do tej pory powiedziała prawdę. Chwała, choć jej wystąpienie przypominało trochę wystąpienie Rejtana, bo nic ono nie zmieni. Tragiczny gest. Nic się nie zmieni, dalej będziemy się wykazywali myśleniem na poziomie Konrada Mazowieckiego.
środa, 04 sierpnia 2010
To jest "wojna krzyżem" jak powiedział biskup Pieronek. Chwała mu za to, chwała mu za odwagę. Po oświadczeniu redy politycznej PiS, oraz publicznych wypowiedzi działaczy tej partii, skłonny jestem twierdzić, że zdecydowali się oni na wyprowadzenie na ulicę bojówek. Czy za chwilę spłonie parlament, a władzę przejmie mały silny człowiek? Skończył się definitywnie okres "Solidarności", zaczyna się piekiełko. Zamiast szukać miejsca w awangardzie, z krzyżem idziemy na koniec peletonu. Kościół powinien zastanowić się głęboko, nad tym co się stało. Tylko episkopat może wytrącić krzyż z rąk bojówkarzy.
poniedziałek, 03 maja 2010

To zdjęcie zrobiłem w budynku "sauny" na terenie byłego KL Birkenau. Te zdjęcia to odnalezione po wojnie, ukryte przez więźniów "cywilne" zdjęcia ofiar. Ten człowiek na wózku, dotarł tam sam jadąc po wertepach od bramy. Kto zna to wie jaki to wyczyn. Zaimponował mi. W tym pomieszczeniu było ciemno, a Pan był bardzo ruchliwy, dlatego on sam jest lekko nie ostry. Ta nieostrość symbolizująca ruch jest tu symboliczna.
piątek, 16 kwietnia 2010
wtorek, 02 marca 2010
Chcę aby Polska uśmiechała się jak Justyna Kowalczyk, nie jak prezes Kaczyński.
Kto myśli podobnie proszę się dopisać.
niedziela, 14 lutego 2010
- Jeśli Donald Tusk postawi w wyborach prezydenckich na Radosława Sikorskiego, to będzie bardzo zabawnie - mówi "Newsweekowi" Jarosław Kaczyński. Dlaczego? Bo - jak twierdzi lider PiS - na Sikorskiego są haki. Ale nie chce powiedzieć jakie. Zasłania się tajemnicą państwową.
Jest Pan obrzydliwy w swoim podejściu do śiata i ludzi. Obrzydliwe jest demoralizowanie otoczenia, demoralizowanie społeczeństwa, co czyni Pan i Panścy ludzie, dla odzyzkania władzy.
Cały PiS to stara, zakompleksiała, ksenofobiczna, zaściankowa stara Polska, hreczkoseji. Nie takich ludzi nam trzeba prezesie.
poniedziałek, 18 stycznia 2010

I odtąd próżno wzywasz go
Już imię jego zaszło mgłą
Jak poznasz Pana głos co nawołuje?
Lecz w pieśni blasku płomień tkwi
Co umie w sercu palić skry
Czy święte grasz czy grzeszne Hallelujah
sobota, 12 grudnia 2009
Tamtej nocy starałem się oglądnąć film Rejs. Po 23 już się nie dało. Od północy dreczył nas strajkujących na AGH niepokój. Wiedzieliśmy, już, że coś się dzieje. Całą nos słuchaliśmy radia. Warszawa I nadawała jakieś strasznie przygnębiające utwory. Ostatni jaki pamiętam przed 6 rano, to był honky tonk woman w wykonaniu jakiejś smyczkującej orkiestry.
O szóstej rano zacząłem się bać.
sobota, 17 października 2009
Rok temu zamiesciłem tutaj polskie tłumaczenie piosenki Cohena Hallelujach. Dziś zamieszczam inne tłumaczenie. Nie wiem kto jest autorem. Znalazłem je w notce do tamtego wpisu. Notaka jest autorstwa gościa blogu o pseudonimie NIGHTY. Dziękuję za ten wpis.
Król David swemu Panu grał A każdy akord słodko brzmiał Choć niezbyt o to dbał, wszak Pan mu sprzyjał I jak to szło, czy w mol czy w dur? Kwarta, kwinta, w górę w dół? Zduminy Król zaśpiewał: Hallelujah Alleluja, Hallelujah Alleluja Twa wiara wielka? dowód daj! Gdy nęci ciała grzeszny raj Kąpany w wannie w księżycowej łunie I zgiąłeś się, zmieniłeś tron Na stary zydel cudzych żon, Przystrzygłeś włos, tak szepcząc Hallelujah Alleluja, Hallelujah Alleluja I odtąd próżno wzywasz go Już imię jego zaszło mgłą Jak poznasz Pana głos co nawołuje? Lecz w pieśni blasku płomień tkwi Co umie w sercu palić skry Czy święte grasz czy grzeszne Hallelujah Alleluja, Hallelujah Alleluja Pragnąłem z siebie wszystko dać Dotyk Pana czuć, w jego chórze grać Lecz prawdę mówię, was nie będę bujać Choc z trudu wyszło byle co Gdy Pana pieśni ujrze tron To nagi stojąc krzyknę Hallelujah Alleluja, Hallelujah Alleluja
sobota, 10 października 2009
Dawno temu żyło sobie małżeństwo. Byli bardzo szczęśliwi, mieli kochane, wspaniałe dzieci, duży, wygodny dom, pracowali uczciwie, ale ciągle czegoś im w środku, w sercu, brakowało. Jeździli po całym świecie i wszędzie tego czegoś szukali.
Pewnego razu zobaczyli Czarnoksiężnika, który stal na brzegu skały nad przepaścią. Poczuli, że odnaleźli właśnie to, czego tak uparcie szukali. Poprosili Czarnoksiężnika, aby podszedł do nich i podzielił się swoją prawdą o życiu. Czarnoksiężnik nie zrobił tego jednak. Rzekł, aby to oni podeszli do niego.
Mąż i żona byli całkowicie przerażeni. Oczyma wyobraźni widzieli, jak spadają ze skały. Za nic na świecie nie chcieli podejść do Czarnoksiężnika. Ten jednak powiedział, że prawdziwe życie nie jest tam, gdzie oni stoją, prawdziwe życie jest właśnie tu, na krawędzi przepaści.
Po długim namyśle mąż i Żona z obawą stanęli obok Czarnoksiężnika. Ten delikatnie pchnął ich w stronę otchłani. Przerażeni, spadając w dół, nagłe odkryli, że potrafią unosić się w powietrzu jak ptaki. Nigdy przedtem o tym nie wiedzieli, bo żyli w świecie, w którym nie musieli nawet sprawdzać, czy potrafią szybować.
czwartek, 08 października 2009
Ktoś mi ostatnio powiedział , troche się tutaj pochwalę, abym nie zatracił w oczach, iskierek ciekawego świata chłopca. Jesli je stracę, to będzie mój koniec. Podobno to coś, te iskierki to skarb, którego zaczyna brakować wielu młodym zabieganym za zyskiem młodym.
To padło w trakcie długiej nocnej rozmowy w pustej, letnią pustką, warszawskiej kafejce, gdzie podawali nie patrzac na godzinę. Nie wiedziałem, ze mam takowe. Ja po prostu chcę być sobą, móc golić się z otwartymi oczyma. Mimo upływu lat, nowych, nie zawsze miłych doświadczeń, chcę byś sobą taki sam.
Chyba nie jestem jedyny, który to deklaruje i mam nadzieje realizuje.
Wiele rzeczy było i nie wróci więcej I choć tyle się zdarzyło to do przodu Wciąż wyrywa głupie serce Ale to już było, znikło gdzieś za nami Choć w papierach lat przybyło to naprawdę Wciąż jesteśmy tacy sami
niedziela, 04 października 2009
Kiedy przekraczałaś Styks, o czym nie wiedziałem, coś pognało mnie do Twojego ogrodu. Podświadomie wybrałem marszrutę spaceru. Stojąc na skrzyżowaniu ulic bez zastanowienia udałem się w jego kierunku. Przyciągał siłą magnesu.
Usiadłem na pierwszej ocienionej ławce. Zapaliłem niesmakującego w upale papierosa i pogrążyłem się w myślach. Myślałem o Tobie. Nie pytaj mnie proszę o nie, nie pamiętam. To była burza myśli. Mogę jedynie zapewnić Cię, że były to ciepłe i życzliwe myśli.
Teraz, kiedy nie wiem nawet gdzie spoczywa urna z Twoimi prochami, pozostał mi zamglony obraz stojącej w milczeniu, pod arkadami Stolarskiej, dziewczyny i ta ponad setka listów, którą do siebie napisaliśmy.
Nie zapomnę nigdy tego, co mi dałaś, tej bezinteresownej przyjaźni, jaką mnie obdarzyłaś, nie zapomnę tych prostych prawd, na które zwróciłaś moją uwagę, a przede wszystkim tych krytycznych, choć życzliwych uwag. Pokazałaś, że to, co daje się innemu człowiekowi, jest cenne i ma wartość, którą powinien szanować darujący i obdarowywany.
Nie zapomnę Ci tego, że mnie wyprostowałaś, nie zapomnę nigdy tego dobrego, które dla mnie zrobiłaś. Pokazałaś, że warto i należy być sobą, pokazałaś wiarę.
Poznałaś ciemne i jasne zakamarki mojej duszy, pokazałaś swoje. Zdobyliśmy się wzajemnie na bezgraniczną szczerość.
Będzie mi Ciebie brakowało, już mi Cię brakowało.
Dowiedziałem się o wszystkim niedawno. Herbaciana Sara powiedziała mi niedawno. Biedna, skrywała całą prawdę od maja. Nie chciała, abym w nawale myślał o Tobie. Odchorowała to dołem, do którego się nawet przyznała.
Nigdy Cię nie zapomnę, jak nie zapomina się o kimś bliskim
Żegnaj Przyjacielu, nie zobaczę Cię już nigdy więcej, Twoja świeca zgasła.
środa, 30 września 2009
To były dziwne wakacje. Ciąg pozornie niepowiązanych ze sobą wydarzeń, dających do myslenia, układający się w logiczny ciąg. Wiem, że po tych wakacjach będę inny.
niedziela, 30 sierpnia 2009
niedziela, 23 sierpnia 2009
Boże,
użycz mi pogody ducha,
abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić,
odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić,
i mądrości, bym odróżniał jedno od drugiego.
sobota, 01 sierpnia 2009
Jak co roku przed 1 sierpnia przetoczyła się przez masmedia dyskusja na temat Powstania Warszawskiego. Podgrzana jeszcze zapowiedzią Lecha Kaczyńskiego ustanowienia nowego Święta. Ujawniona w jej trakcie, jakże potrzebna polemika, dotyczyła wszystkiego, co z Powstaniem się wiąże: decyzji, przebiegu walk, heroizmu żołnierzy i mieszkańców, ich zniechęcenia, bólu i wściekłości patrzących na hekatombę miasta, postawy sojusznika naszych sojuszników i ich zamiarów, postawy sojuszników, dziejów Powstania po kapitulacji do 1989 roku, itd. W rozmowach tych odzwierciedlały się różne poglądy. Nic dziwnego wprawdzie minęło 65 lat, ale przecież dopiero od niedawna można swobodnie o tym rozmawiać, ujawniane są nowe dokumenty, fakty, komentarze, podobnie jak o wielu innych problemach dotyczących XX wieku. Można chyba zaryzykować stwierdzenie, że nasz rachunek sumienia, zaczął się dopiero po upadku komunizmu. Zaczynamy go z 44 letnim opóźnieniem w stosunku do Europy położonej na zachód od „żelaznej kurtyny”. W miarę ujawniania nowych źródeł, faktów, opracowań, czeka nas jeszcze sporo bolesnych dyskusji. Prawda o II Wojnie zaczęła przenikać do europejskiej świadomości dopiero po upadku ZSRR, kiedy zaczęły się ukazywać nowe relacje, nowe opracowania, nieznane dokumenty.
W dyskusjach o Powstaniu Warszawski właściwie nie mam nikomu nic do zarzucenia. Każdy ma swoje zdanie, swoje wnioski. Każdego należy wysłuchać, nawet wybuczaczy z Powązek. Pojawił się jednak, jak dla mnie, jeden zgrzyt. Radio Tok.fm, które zresztą łubie i cenię, zaczęło lansować tezę, iż Powstanie to sprawa Warszawy, która reszty Polski nie bardzo obchodzi. Potwierdził tę tezę w rozmowie z panią Paradowską, pan Blumsztajn, który jako Krakowianin spiesznie bez zastanowienia temu przyklasnął. Chyba nie był, nie było go wtedy w Polsce, jeśli dobrze pamiętam, na wykładzie prof. Bartoszewskiego u Dominikanów, kiedy to z uwagi na nadmiar chętnych, wykład przeniesiono do kościoła, gdzie i tak było bardzo ciasno. Usłyszałem też cytat z maila od Poznaniaków, którzy prószą o zmianę tematu, bo mają już dość tematu Powstania.
Chcę tutaj, w tym miejscu wyjść spod tego dużego kwantyfikatora. Dla mnie mieszkającego całe życie poza Warszawą jest ważnym i żywo obchodzącym mnie wydarzeniem. Wydarzeniem, którego tragizm i cierpienie ludności staram się zrozumieć. Wydarzeniem, którego rolę w kształtowaniu naszej świadomości narodowej doceniam. Obok żadnej rocznicy nie przechodziłem obojętnie. Szacunek dla Powstania jest we mnie nie w kalendarzu i niech tak pozostanie. Rzadko miałem okazje bywać w Warszawie tego dnia, ale pamiętam pierwsze zetkniecie. Pamiętam kwiaty, znicze i podniosła atmosferę, przebijającą się zza codziennego życia.
Jako osoba zwiana z turystyką mój hołd składam inaczej. Staram się swoim klientom przekazywać maksimum informacji na jego temat. Tłumaczę tło historyczne, przyczyny podjęcia decyzji, przebieg walk, mówię o cierpieniach ludności, ofiarach i zniszczeniu miasta. Nie zapominam również o roli i znaczeniu powstania, kiedy znaleźliśmy się pod dominacja komunistyczna. Tłumacze symboli, których tyle na ulicach Warszawy, pokazuję ważne miejsca i obiekty. Czasami jest to odsłanianie Powstania z za zasłony holokaustu i tłumaczenie, że Powstanie Warszawskie to nie Powstanie w Getcie. Uświadamiam, że w Polsce działo się coś więcej.
Tylko tyle mogę zrobić dla tego powstańca w za dużym hełmie i w za dużych butach.

czwartek, 30 lipca 2009
Prezydent wymyślił nam nowe świeto: Narodowy Dzień Pamięci w dniu 1 sierpnia.
Moim skromnym odczuciu Powstanie Warszawskie powinniśmy mieć w sercu, nie w kalendarzu.
W kalendarzu mieliśmy Rocznicę Wielkiej Rewolucji Październikowej, niech tak zostanie.
Niech 1 sierpnia pozostanie świętem obywatelskim. Jeśli tak się nie stanie, to za chwilę to ważne wydarzenie, będące jednym z elementów kształcujących naszą współczesną tożsamość narodową, będziemy świętowali przy grilu, kiełbaskach i piwie.
Przed chwilą widziałem z okna sąsiada recydywę, który zapamiętale okopywał leżącego na ziemi człowieka, bił pięściami. Normalna pijacka bójka, jakich sporo w okolicy. Liczba ich zwiększyła się po otwarciu dobrze ukrytych legalnych sklepów 24 godzinnych z alkoholem.
Stałem i patrzyłem, na krew, która zaczynała plamić koszule kopanego, głowę, która szukała ratunku w ramionach. Nie zbiegłem na pomoc, sąsiad recydywa nie był sam. Poza tym, tez nie chciałem leżeć na trawie kopany.
Sięgnąłem ręką po telefon, wystukałem 997. Pierwsze połączenie się nie udało. Przy drugim poprosiłem głos w telefonie o przysłanie radiowozu, na określony adres. Powiedziałem, że chodzi o bicie człowieka. Głos, zaczął wypytywać się o szczegóły, po czym poprosił o moje dane osobowe. Odmówiłem. Nie powiedziałem niestety, ze to sąsiad recydywa, który bije, a ja chcę mieć spokój w przyszłości. Nie wiedziałem, że nie muszę podawać swoich danych. Radiowóz nie przyjechał.
Zszedłem, poprosiłem grzecznie sąsiada, żeby dał sobie spokój, bo nie warto wracać tam skąd wrócił. Koledzy na szczęście ich rozdzielili.
środa, 01 lipca 2009

Miłość nie zna granic, ni wieku.
Tak naprawde drogi Falkonie to chwalę się nowa zabawką.
piątek, 05 czerwca 2009
Zazdroszczę Niemcom uśmiechu na twarzy, porannych szczerzych powitan. Zazdroszczę jeszcze paru innych rzeczy. Podziwiam za zaradnośc i pracę dokonaną. Podziwiam rozliczenie z przeszłością. Zdziwiła mnie szczerość w rozmowach o naszej wspólnej przeszłości. Jestem im wdzięczny za to, że pamiętają, czego ślady widać tu na miejscu. Panowie K mogli by się wiele nauczyć z korzyścią dla kraju który pono kochają i własnych statystyk. Oni jednak wolą zatrudniać czyjegoś dziadka do otwierania chlewu. Wprowadzony przez nich relatywizm moralny może doprowadzić do dyktatury. Tak jak tutaj, tego zaś Niemcom nie zazdroszczę.
|
Zakładki:
Czytam
Moje galerie
Moje zdjecia
Slucham
Slucham
|